The actress

Nie każdy może być wielkim artystą, ale wielki artysta może ujawnić się w każdym

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Rozdział 1

Postanowiłam w ogóle zapomnieć o liście, który dostała mama. Nie spodziewałam się niczego, po prostu zajęłam się tym, co robiłam do tej pory, a z dzieciarnią taką, jaką mam w domu, nie było czasu na odpoczynek.
Zeszłam na dół by pomóc cioci. Akurat złożyło się, że miałam dzień wolny od szkoły, a to oznaczało, że spokojnie mogłam jej pomóc. Mama nie pracowała na co dzień. Była nauczycielką i udzielała korepetycji po godzinach pracy w szkole. Tata był redaktorem – pisał artykuły dotyczące różnych rzeczy, przez co okazał się bardzo pomocny tej firmie. Wujek natomiast wraz z przyjacielem prowadził firmę remontującą pomieszczenia i temu podobne rzeczy. Ciocia natomiast poświęciła się opiece nad dziećmi, tylko raz w tygodniu chodziła pracować w pobliskim sklepie cukierniczym, skąd przynosiła czasem jakieś słodkości.
Wszyscy dorośli w tym domu pracowali, więcej czy mniej, i razem sobie pomagaliśmy. Ja byłam pomocna cioci po szkole, Sofie, jako najstarsza z rodzeństwa, czasami też pomagała w różnych sprawach, najczęściej opiekowała się Olivią, a Henri i Margaret szli swoją drogą.
W przeszłości, gdy byłam jeszcze mała, te dwie rodziny postanowiły zamieszkać pod jednym dachem i sobie pomagać. Moi rodzice byli wtedy w trudnej pozycji finansowej, natomiast ciocia i wujek mieli duży dom, dobrze zarabiali, ale mieli problem z Sofie i ciężarną ciocią Vickie. Dzięki temu tworzyliśmy dużą rodzinę, w której wszyscy mówiliśmy do siebie najczęściej po imieniu.
Mój dzień wyglądał raczej normalnie. Rano zbierałam całe towarzystwo, i wraz z Sofie odprowadzałyśmy bliźniaków do szkoły. Po zajęciach było różnie – czasem wracałam do domu jako pierwsza i odgrzewałam obiad dla reszty, a czasami musiałam odebrać rodzeństwo cioteczne ze szkoły. Mimo to, lubiłam takie życie. Pewnie dlatego, że innego nie poznałam.
Gdy wieczorem byli już wszyscy, pomogłam cioci i Sofie przygotować kolację. Ja smażyłam naleśniki, Sofie nakrywała do stołu, a ciocia robiła coś do picia. W końcu wszyscy zasiedliśmy do kolacji i dzieliliśmy się relacjami z dzisiejszego dnia.
- Co tam dzisiaj robiliście w domu? - zapytała nas mama. Oczywiście, Margaret i Henri postanowili odpowiedzieć chórem, dzięki czemu nic nie dało się zrozumieć. Wujek Thomas się zaśmiał.
- No, a co u ciebie, Sofie? - zapytał.
Sofie była troszkę nieśmiała, a przynajmniej bardzo niechętnie się odzywała przy nas. Lubiła rysować, stąd to zainteresowanie reszty rodziny.
- Nic takiego, kończyłam obraz na konkurs szkolny. - powiedziała, potem „zdmuchując” z twarzy kosmyk jasnych włosów zaczęła bawić się jedzeniem.
- A jaki to konkurs? - zainteresowała się mama.
- „Owoce jesieni” - wyjaśniła.
- To pewnie coś ciekawego. Pokażesz nam później? - spytał się tata.
- Może. - odparła niby obojętnie, ale widać było jej radość, że interesuje kogoś jej twórczość.
- Ach, właśnie! - przypomniała sobie coś Vickie. - Razem z Oli wymyśliłyśmy dla niej grę. To wygląda tak. - popatrzyła na córkę. - Jak robi krówka?
- Muuu. - odpowiedziała uradowana Oli.
- A jak kotek?
- Miau!
- A jak piesek? - dołączył się wujek Thomas.
- Hał, hał!
Tak bawiliśmy się przez jakiś czas, aż skończyło się jedzenie. Skończyło się więc na tym, że musiałam posprzątać z Sofie stół, a reszta dzieci poszła spać. Dlatego pomyślałam, że to musiała być dobra chwila na spytanie mamy o list, gdy tylko skończę sprzątać.
Gdy miałam iść do mamy, zatrzymało mnie usypianie Oli, przez co skończyłam pracę dopiero późno w nocy. Na szczęście mama nie była zajęta, więc podeszłam do sypialni rodziców.
- Hm, mamo, mogę cię o coś spytać? - zaczęłam, gdy weszłam. Starałam się zebrać w sobie całą odwagę, a z natury w ogóle nie byłam śmiała.
- Oczywiście – odpowiedziała z entuzjazmem. - co się stało?
Widziałam, jak była zmęczona. Całymi dniami potrafiła harować, a i tak jej zarobki zwykle nie były aż tak zadowalające.
- Widziałaś dzisiaj pocztę? Przyszło coś do ciebie.
- Tak, zauważyłam. - odparła, nie przerywając sprzątania.
Odetchnęłam cicho i kontynuowałam.
- A czytałaś to?
- Nie, na razie nie miałam czasu. Dlaczego pytasz? - spojrzała na mnie spokojnie.
- Bo widzisz, może to coś ważnego? - miałam nadzieję, że zaraz powie, że przeczytała go tak naprawdę i wytłumaczy mi wszystko. Tymczasem obie miałyśmy zupełnie inne myśli.
- Jeśli to będzie coś ważnego do omówienia, zawołam cię. - uśmiechnęła się. - Leć spać, jutro znowu szkoła, a nie zamierzam iść tam za ciebie.
Uśmiechnęłam się do niej i nieco rozczarowana wróciłam do pokoju, gdzie odrobiłam lekcje, spakowałam się i koło północy mogłam iść spać.

* * *


Następnego ranka byłam zła na siebie, że poszłam tak późno spać. Nie miałam ochoty iść znowu do szkoły, po tym jednym dniu wolnego, jakie zagwarantowała i rodzina (w domu było strasznie dużo roboty, a ciocia miała iść do pracy, dlatego miałam ją zastąpić i zrobić obiad itp).
Z niechęcią zeszłam po schodach z mojego poddasza, aż na parter, gdzie była kuchnia, salon, jedna z dwóch łazienek (plus dla domu) i gabinety dorosłych. Oczywiście, pierwszą moją pracą było zrobienie kanapek do szkoły dla rodzeństwa. Potem wszystko potoczyło się szybko, i dosłownie w ostatniej chwili dobiegłam z Sofie i bliźniakami na autobus szkolny, z którego korzystamy tylko wtedy, gdy zaśpimy.
- Dobra, macie wszystko? - upewniłam się, spoglądając na bliźniaków.
- Chyba tak, ja przynajmniej o niczym nie zapomniałem – odparł Henri.
- Ja też! - dodała Margaret.
- Okey, w szkole już sami pobiegniecie do sali, dacie sobie radę. Sofie, ty też sama dojdziesz, jak chcesz to idź z młodymi. - powiedziałam.
Przytaknęli, dlatego po dotarciu na miejsce, szybko pobiegłam do sali, choć do dzwonka miałam jeszcze kilka minut. Błyskawicznie dotarłam do szafki, gdzie spakowałam do torby resztę książek i ruszyłam schodami na trzecie piętro szkoły, gdzie znajdowała się sala biologiczna.
Nauczyciel na moje szczęście postanowił nie zaczynać lekcji przed dzwonkiem, jak czasem bywało, dlatego spokojnie zajęłam swoje miejsce w ławce przy oknie.
- Marnie wyglądasz. - usłyszałam dziewczyński głos nad sobą.
- Mi też miło cię widzieć, Rosalie. - odparłam, podnosząc głowę.
Ta uśmiechnęła się do mnie i usiadła w ławce przede mną i odwróciła się, by móc ze mną rozmawiać. Jej długie jasne włosy opadały gładko na ramiona. Miała jasne oczy, śliczną twarz, i oczywiście była dość popularna jak na takie osoby przystało. Jej skrzywiony uśmiech zwiastował pretensje, których i tak się spodziewałam.
- Dlaczego wczoraj nie przyszłaś? Co znowu musiałaś robić? - zapytała.
- Musiałam zająć się dzieciarnią, zrobić obiad i takie tam. - odparłam, opierając się o swoje ręce.
- Wyglądasz strasznie, jakbyś nie spała całą noc. - stwierdziła, czego nie skomentowałam. Pokręciła głową. - Ale wiesz, mamy nowe wieści. - tu twarz jej się rozjaśniła.
- Dawaj. - zachęciłam ją.
Uśmiechnęła się tajemniczo – robiła to zawsze, gdy chciała coś mi powiedzieć. To był jej zwykły nawyk, który bynajmniej nie robił wielkiego wrażenia.
- Podobno już niedługo ma dojść nowa osoba do szkoły!
Uniosłam brwi.
- Rosalie, jesteś świadoma, że zazwyczaj przynajmniej raz w miesiącu dochodzi jakaś nowa osoba? - zapytałam. Powinnam dodać, że nasza szkoła była popularna, często rodzice przepisywali dzieci z innych szkół właśnie tutaj.
- No tak, ale tym razem jest inaczej! - powiedziała zniecierpliwiona. - Bo ta osoba to chłopak bardzo bogaty.
- W związku z czym...? - zachęciłam ją do kontynuowania, bo sama nie wiedziałam, o co jej jeszcze chodzi. Według mnie było to normalne, jedni bogaci, drudzy mniej. Nie rozumiałam, co było takiego niesamowitego w tym, że to był chłopak. Dla mnie to mogłaby być równie dobrze bogata dziewczyna.
Rosalie odetchnęła, przygotowując się na odpowiedź.
- Otóż, chłopak ten będzie chodzić do naszej grupy! - uśmiechnęła się promiennie, oczekując oklasków. Ja tylko uśmiechnęłam się, by nie było jej przykro. Postanowiłam być po prostu miła.
- To fajnie, pewnie masz ochotę go poznać.
- Słucham? Chyba żartujesz! – oburzyła się. - Ja miałam na myśli ciebie, przecież nie będę się narzucać komuś takiemu, gdy obok siebie mam o wiele lepsze szanse. - chodziło jej oczywiście o – już niedługo „jej” – Michaela, chłopaka niezwykle przystojnego, ale bardzo nie w moim guście. Natomiast Rosalie zauroczyła się w nim jakiś rok temu, ale jak twierdzi, do tej pory nie zdawała sobie z tego sprawy.
Jak dla mnie, trudno jest kogoś kochać i w międzyczasie chodzić z innymi (moja przyjaciółka miała wielu chłopaków).
- Wiesz, wolałabym go najpierw poznać, zanim będę do niego przypisana na twojej karcie związków. - powiedziałam. Nie prowadziła takiej karty, ale miała dar do oceniania, kto w kim jest zakochany itp.
- Nie przesadzaj, może tym razem akurat?
Nagle zadzwonił dzwonek, a do klasy wszedł nauczyciel, więc usiadłyśmy na swoich miejscach, zanim nauczyciel się zorientował o naszym niekoniecznym przygotowaniu na jego lekcję.
Przez resztę dnia rozmawiałyśmy tylko trochę, ale bynajmniej nie o sprawach, jakie mogłyby być ważne.
Wróciłam do domu, kontynuując swój plan dnia. Miałam sporo roboty, a ciocia wyraźnie i tak miała dość pracy. Lekcje odrobiłam co prawda niedługo po powrocie do domu, ale i tak nie mogłam pójść wcześniej spać.
Kolejne dni mijały, a do szkoły nie doszedł żaden nowy uczeń, a mama nie powiadomiła mnie o niczym, jakby ten list nie istniał. Czułam się z tym źle, bo wiedziałam, że coś ukrywa, ale na razie nie chce i o tym mówić. Reszta dorosłych w tej rodzinie zresztą też.
Natomiast dwa tygodnie później dotarła do nas zdecydowanie najdziwniejsza wiadomość.
Sofie wracała ze szkoły i po drodze sprawdziła pocztę. Przybiegła do domu i od razu zaczęła rozdawać:
- Tato, rachunki za ten miesiąc – powiedziała do wujka Thomasa. - To moje – stwierdziła, patrząc na pocztówkę od koleżanki z wakacji. - I to do wujka Maksa i cioci Ani... - przerwała, bo Henri wyrwał jej kartkę z rąk.
- Ja przeczytam!
- Sofie, daj mu, niech się cieszy – westchnęłam, choć mocno mnie korciło, bym to ja przeczytała, od kogo jest ten list.
Henri ucieszył się, choć uśmiech znikł z jego twarzy, gdy zobaczył, że nie da rady przeczytać tylu liter. Zaczął coś niewyraźnie czytać, więc podeszłam i wzięłam to od niego.
- Na pewno innym razem dasz radę – pocieszyłam go i zerknęłam na kartkę, bo widziałam, że wszyscy się niecierpliwią.
Lecz takiej wiadomości się nie spodziewałam.
- Mamo, to pozew do sądu. - powiedziałam przerażona.
Cisza trwała stosunkowo krótko, bo dzieci i tak nie wiedziały, o co chodzi.
Tata podszedł do mnie i wziął kartkę, otwierając kopertę wraz z mamą.
- Dzieci, idźcie spać – powiedziała stanowczo ciocia.
- Ale nie było kolacji! - zdziwiła się Margaret.
- Potem na nią przyjdziemy – obiecałam, biorąc dzieciarnię na górę. Chciałam tam zostać, ale ciocia dała mi wyraźny znak, bym szła z dziećmi razem na górę.
Na kolacji nikt się nie odzywał. Spokojnie posprzątałam wszystko, ale widziałam, że mama ledwie powstrzymywała płacz, a tata był blady. Ciocia i wujek natomiast mocno się martwili.
Postanowiłam przyjść do nich później, ale nie rano. Ta sprawa musiała się w końcu wyjaśnić.

_____***_____


Z opóźnieniem, ale jednak dodany rozdział pierwszy! Mam wielką nadzieję, że wam się spodobał i liczę na szczere komentarze.
Następny ukarze się w weekend, najpóźniej we wtorek.
Do następnego!!!
Tagi: ...
27.01.2016 o godz. 22:02
Komentuj post użytkownika (maksymalnie 1024 znaki)

ZakochaniPojebani
31.01.2016, 18:24
ZakochaniPojebani napisał(a):
Podoba mi się, chętnie będę czytać dalszy ciąg.

halinka1404
30.01.2016, 15:08
halinka1404 napisał(a):
DALSZY CIĄG NASTĄPI CZY CHCESZ TEGO , CZY NIE

halinka1404
30.01.2016, 14:58
halinka1404 napisał(a):
KOPERNIK TEŻ WZIĄŁ SPRAWĘ W OBRÓt i krąży satelita
dzisiaj nie ma głupich,są tylko zarozumiali

halinka1404
30.01.2016, 14:55
halinka1404 napisał(a):
NIKT SIĘ TEGO NIE DOWIE-CZARNA MAGIA

Hikiraji
27.01.2016, 23:31
Hikiraji napisał(a):
ciekawy rozdział, ciekawe o co chodzi w tym liście, tak to czekam na dalszy :D
gabi12734
The actress
Skąd: Polska
O mnie: Romantyczka ze Szkoły Muzycznej
statystyki
sekcja użytkownika
Emeli Sande - Read All About it, John Legend - All of me, Birdy - skinny love