The actress

Nie każdy może być wielkim artystą, ale wielki artysta może ujawnić się w każdym

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Rozdział 1

Po wejściu do samochodu wraz z Judy, pamiętam tylko tyle, że przedstawiłyśmy się szoferowi - mężczyźnie w średnim wieku - a potem ja założyłam słuchawki, nie zważając na resztę. I odpłynęłam.
Smętnie otworzyłam oczy, czując głód. Z wstydem zorientowałam się, że spałam z otwartymi ustami. W głębi ducha cieszyłam się, że siedziałam z tyłu samochodu obok siostry.
Poranek nie był zbyt pochmurny. Wyglądał raczej, jakby słońcu odechciało się grzać, a chmury były tylko tak na ozdobę. Zdziwiłam się, jak bardzo pogoda zmieniła się w ciągu tych... Oj. Straciłam poczucie czasu.
Zamiast genialnie zajrzeć do komórki i sprawdzić godzinę, postanowiłam nawiązać jakiś kontakt z szoferem. Judy spała, pewnie też długo. Musiał się źle czuć, samemu w ciszy.
Ściągnęłam słuchawki i ociągnęłam się ostrożnie, by nie strącić opierającej się na mnie głowy Judy. Usłyszałam wtedy delikatną muzykę klasyczną, jakiegoś kompozytora, którego nie znałam.
- Wiadomo już może, gdzie jesteśmy? - spytałam, ziewając mimo wszystko. W lusterku ujrzałam uśmiechniętą twarz szofera, nie spuszczającego wzroku z ulicy.
- Ni wiem dokładnie, ale wnioskuję, że jeszcze trochę trasy trzeba przebyć. - zerknął na zegarek na ręku. - Niecałą godzinę, jak mi się zdaje.
Westchnęłam mimowolnie. Nagle zrozumiałam, że większą część drogi po prostu przespałam. W nocy pozwoliłam sobie z Judy tylko na kilka godzin snu - jak zwykle zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę, nie chcąc się zbierać szybciej. Rano końcowo zebrałyśmy wszystkie rzeczy i wsiadłyśmy do samochodu.
Nie spodziewałam się, że będziemy jechać samochodem rodzinnym, prowadzonym przez szofera. Miałam nadzieję od razu zobaczyć któregoś z opiekunów, lub kogoś z nowe rodziny. Wiedziałabym przynajmniej, czego się mniej więcej spodziewać i jak pomóc siostrze. To na pewno.
Wyjrzałam przez okno. Pogoda była niby słoneczna, ale sądząc po zaopatrzeniu ludzi w ciepłe kurtki jesienne i żakiety, można się było spodziewać chłodu. Z resztą nie dziwiłam się. Nawet łatwo się było domyśleć.
Moje rozmyślanie przerwał szofer, ciągle patrzący się na drogę.
- Lubisz może muzykę klasyczną?
Treść zdania odebrałam po upływie kilku sekund. Zdziwiłam się tym pytaniem, ale mimo to starałam się ułożyć jakieś sensowne zdanie.
- Nie często słucham tego rodzaju muzyki... Nie przepadam za nią. - powiedziałam. W rzeczywistości nawet nie mogłam się dobrze na ten temat wypowiedzieć - do tej pory prawie w ogóle nie mogłam jej słuchać.
- A grałaś może na czymś?
Kolejne zbicie z tropu. Aż głupio mi było to powiedzieć. Zanim się obejrzałam, wypaliłam:
- Wolałabym o tym nie mówić.
- Rozumiem. - odpowiedział mężczyzna. - Spodziewaj się jednak tego tupu pytań w nowym domu, możesz je spotykać dość często.
- Och... - rzekłam tylko i odwróciłam głowę w stronę szyby. Już czułam, jak Judy się budzi, unosząc głowę, więc spytałam tylko;
- Jaka jest ta rodzina?
- O tym dowiesz się za jakieś pół godziny. - uśmiechnął się.

***

Te pół godziny minęły raczej szybko. Zanim się obejrzałam, wjeżdżaliśmy do tej części miasta, gdzie domy i supermarkety ciągnęły się w rzędach. Co jakiś czas widziałam odrębne budynki szkół prywatnych lub publicznych artystycznych. Norma, podobnie jak w poprzednim domu. Tam też to wszystko było, tylko mniejsze, biedniejsze i nie było szkół artystycznych...
Odepchnęłam od siebie dawne wspomnienia.
- Cassie, już zaraz będziemy. - szepnęła mi z przejęciem Judy. Tak bardzo nie mogła się doczekać nowej rodziny, choć, oczywiście, nadal tęskniła za mamą. Jaz resztą też.
- Proszę pana, do którego domu jedziemy? - spytała znów Judy.
- Do żadnego z tych, jeszcze chwila.
Zamknęłam oczy, mając nadzieję, że to sen. Chciałam, by znów nadeszły te czasy pięknego dzieciństwa, wspólne zabawy z mamą i malutką Judy... By wszystko było jak z bajki...
- To tutaj.
Na te słowa wypowiedziane przez szofera automatycznie otworzyłam oczy. I przez chwilę na prawdę myślałam, że to bajka.
Ujrzałam bowiem biało-berzowy dom, zbudowany w stylu dworku. Wyglądał niczym wyciągnięta rezydencja Banksów z filmu "Ojciec panny młodej". Różnicę stanowiły rosnące brzozy, których liście po części leżały na obszernym podwórku z posadzonymi krzaczkami i mniejszymi kolorowymi kwiatkami.
I to miał być mój dom.
Wjechaliśmy na podwórze, ja oniemiała, a Judy piszcząca z radości. Wyszłam z samochodu i próbując się opanować, wyciągnęłam torbę podręczną Judy, która już dawno zdążyła o niej zapomnieć.
Na ganku stała kobieta, mniej więcej trzydzieści lat, surowo wyglądająca, ale uśmiechnięta. Miała blond włosy upięte do góry, fryzura wydawała siębyć idealnie dopasowana do ciemnozielonej spódnicy do kolan i czarnej, odświętnej bluzki.
- Cassandra i Judy, mam rację? - zapytała, gdy obie powiedziałyśmy dzień dobry. - Witam. Zapraszam do środka, pani Powell już na was czeka od kilku godzin, bardzo się cieszy, że przyjechałyście tak szybko.
Przytaknęłam i weszłam do środka, puszczając wpierw siostrę.
- Och, nareszcie jesteście! - powiedziała z korytarza zbliżająca się kobieta. Była mniej więcej w wieku mamy, czyli około czterdziestu lat. - Wybaczcie moją sklerozę, ale nie pamiętam waszych imion. Przedstawicie się?
Patrzyłam na nią uważnie. Miała dokładnie taką samą przejętą minę Judy, gdyby były tego samego wieku, zapewne wyglądałyby jak bliźniaczki. A przynajmniej tak zgadywałam. Nigdy nie byłam wzrokowcem, w przeciwieństwie do siostry.
Nagle zrozumiałam, że za dużo się przyglądam, więc otrząsnęłam się szybko i pośpiesznie odpowiedziałam:
- Jestem Cassandra. To moja siostra, Judy. - uśmiechnęłam się miło, by nie wzbudzać podejrzeń. Z resztą, raczej nie miałam się czego bać.
Ta uśmiechnęła się promiennie.
- Ach, już pamiętam! Judy i Cassandra, 12 i 15 lat. No tak, pół godziny o was czytałam to, co mi napisali! - zaśmiała się. Widać, że była przejęta naszym przyjazdem. - Ja jestem Camilla. Wybaczcie, jeśli informacje o naszej rodzinie do was nie dotarły, ale wszystko potoczyło się tak szybko... - westchnęła. - Ale chyba to nie popsuje niczego, co?
Judy uśmiechała się ciągle, choć wiedziałam, że w głębi serca tęskni za mamą. Nie za dawnym życiem, ale właśnie za nią. Reszta nie była warta wzmianki.
- Pani McKeegan , która was przywitała przed domem, zaprowadzi was do pokoi. - wskazała na trzydziestolatkę. - Teraz pokażę wam tylko gdzie jest kuchnia, salon itp.
Poszłyśmy śladem za nią, rozglądając się po pomieszczeniach. Wprawdzie nie był to aż tak stary dom, bo wyglądał w miarę nowocześnie. Eleganckie dekoracje, choć niemodne, wyglądały trochę jak wyjęte z "Ani z Zielonego Wzgórza", jednak jak mówię, nie staro.
- Tutaj na wprost jest salon. - otworzyła nam jasne drzwi i dała wejść. Czułam się trochę jak na wystawie w muzeum. Ton głosu pani McKeegan był zbyt surowy.
Rozejrzałam się pospiesznie po jasnym pokoju, gdzie z rogu stało coś dużego i czarnego. Gdy zerknęłam na to drugi raz zrozumiałam, że to fortepian.
Wbrew pozorom, pierwsze, co pomyślałam, to - jak udało się im przenieść go przez tak małe drzwi i korytarz?
Już nawet nie patrzyłam na siostrę - wiedziałam, że jest bliska omdlenia. Za dużo wspaniałości.
W wyglądzie.
- Dalej jest kuchnia i jadalnia. Są prawie połączone. - powiedziała kobieta, przechodząc do następnego pomieszczenia. - Tam dalej, drzwi z rogu to toaleta. Raczej traficie. A teraz po zupełnie drugiej stronie - tu obróciła nas w stronę przedsionka - są schody. Tam teraz idziemy.
Zdziwiło mnie, że tak po prostu mówią, co jest gdzie i nie pokazują. Znaczy, salon zobaczyłyśmy. Kuchnię i jadalnię troszkę, a od łazienki tylko drzwi. Wbrew pozorom, wszystko było ogromne.
Poszłyśmy na górę i chyba tylko ja zobaczyłam, że pani Camilla już nam nie towarzyszy. Wycofała się do kuchni, jednak nie chciałam już pytać, po co tam idzie. To jej sprawa.
Góra wyglądała bardziej skomplikowanie. Korytarze były dwa w różnych kierunkacg, ale jak się domyślałam, było podobnie jak na dole.
- Tu jest bardziej piętro gospodarcze. Ja i pani Powell mamy tu sypialnie, jest stary gabinet i coś w rodzaju pralni. Wasze pokoje są na górze.
Mimo, że domyślałam się ilości pięter w takim domu, jednak byłam przekonana, że ostatnie piętro będzie strychem. Cóż, myliłam się.
Weszłyśmy dalej do ciemniejszej, jakby batdziej obszernej części domu. Korytarze były dwa, jednak nie było widać okien. Wszystkie pomieszczenia zakrywały okna, przez co było to najciemniejsze miejsce w domu. Przez chwilę miałam wrażenie, że można się tu zgubić.
- Judy pokój jest prawie na wprost. Możesz się już rozgościć. - powiedziała, a siostra d razu pobiegła do pomieszczenia, prawie piszcząc z radości. Uśmiechnęłam się i poszłam dalej, w ciemny korytarz za kobietą.
- A gdzie ja mam pokój? - spytałam.
- Dalej, na wprost. Wiem, że ten dom jest na prawdę ogromny tutaj, ale się przyzwyczaicie. - zaświeciła światło. - przedostatnie drzwi po lewej, to twój pokój. Na pewno trafisz.
- Co jest na końcu?
- Nic takiego, na pewno się dowiesz. A, obok pokoju twojej siostry też jest łazienka, możecie obie z niej korzystać.
- Dziękuję...
Zdziwiło mnie to, jak szybko się oddaliła. Tak, jakby się bała. Nie wiem czego, bo właściwie to ona wyglądała na tą, która wszystko bierze w swoje ręce. Nie licząc głowy rodziny. Pewnie nie było go nawet w domu.
Albo nie żyje.
Nie wiem, czego tego typu niespodziewane myśli przychodzą mi do głowy. Jedno jest pewno, nienawidzę ich. Czasami są zbyt trafne.
Stałam tak kilka minut zamyślona, aż w końcu poszłam dalej. Przedostatnie drzwi od końca... Trudno było cokolwiek zobaczyć, bo lampa słabo świeciła.
Drzwi się otworzyły momentalnie, a osoba wychodząca z nich wybrała sobie mało odpowiedni moment - wpadłam na ową osobę, przy okazji wytrącając coś z rąk i stąpając po stopach.
Wracając do tych dziwnych myśli, nie lubię ich też dlatego, bo szybko się rozpraszam. Jakby jakaś piosenka zaczynała głośno grać mi w uszach i nic innego nie słyszałam. Zazwyczaj wtedy przyspieszam kroku, patrzę w podłogę i zdarza się coś dziwnego...
- Przepraszam! - palnęłam momentalnie, patrząc mu w oczy.
Ale jeszcze nigdy nie wpadłam na wysokiego chłopaka w moim wieku, tak przeraźliwie wyglądającego i jednocześnie przystojnego.

_______________________


I mamy rozdział pierwszy! Mam nadzieję, że się spodobał ;)
Tagi: ...
02.11.2015 o godz. 21:02
Komentuj post użytkownika (maksymalnie 1024 znaki)

Hikiraji
3.11.2015, 02:21
Hikiraji napisał(a):
ciekawy rozdział, mam nadzieję że Cassandra i Judy przyzwyczają się do domu, czekam na dalszy :D
gabi12734
The actress
Skąd: Polska
O mnie: Romantyczka ze Szkoły Muzycznej
statystyki
sekcja użytkownika
Emeli Sande - Read All About it, John Legend - All of me, Birdy - skinny love